70×70×35 cm
Materiał, sztuczne róże, żywica epoksydowa, włókno szklane (2012 r.)
Nikt nie wie, że we wnętrzach naszego spokojnego i ciepłego domu mieszka on. Gdy patrzy się z zewnątrz, nasz dom wydaje się przytulny, nastrojowy i schludny. Nikt nie podejrzewa, że ciężkie kwieciste zasłony salonu ukrywają głębokie cierpienie, o którym nikomu nie mogę opowiedzieć. Nikt więc się nie domyśla, że mieszczańskie, zadbane wnętrze to potrzask.
Kiedy pojawia się on wraz ze swoją brutalnością, jedynym sposobem na przeżycie jest kierowana w jego stronę miłość, wysypywane z moich ust, przepełnione czułymi komplementami kwiaty. To jedynie moja wrażliwość i kobiecość rozświetlają obecne wśród kredensów grozę, terror i mrok.
Duszę się od zapachu kwiatów w salonie, choć przecież to starannie ułożone plisy wzorzystych obrusów są moim ratunkiem i osłoną przed nim. Udaje mi się przetrwać dzięki wonnym pochwałom i rekwizytom, które mam pod ręką.