- CIERPIENIE I POKORA -
Bardzo dziękuję – za wsparcie, za niezwykle ciepłe słowa, które od Was dostałam po tym, kiedy podzieliłam się z Wami informacją na temat trudnach faz, które do dzisiaj przeżywam w związku ze zdarzeniami, które miały miejsce w moim dzieciństwie. To dla mnie naprawdę dużo znaczy (i to nie są czcze słowa).
Od lat pracuję z tematem bliskości i zaufania. Uczę się, że za okazywanie „słabości” – smutku, żalu, rozpaczy, zwątpienia, zmęczenia – można dostać coś zupełnie innego niż to, do czego byłam przyzwyczajona jako dziecko. Że nie trzeba się bać, że ktoś za to zrani, boleśnie ukarze. Dziś, kiedy odwaźę się wychylić głowę ze skorupy i pokazać, że nie zawsze jestem tylko na najwyższych obrotach, – czasem od ludzi zupełnie obcych – dostaję ciepło, opiekę i troskę.
To są bardzo subtelne i głębokie wymiary uczenia się zaufania – szczególnie jeśli ktoś był traktowany „jak pies”… (choć przecież nawet psa nie wolno tak traktować).
W moim bliskim gronie – wśród przyjaciół, męża i dzieci – od lat doświadczam tego, że „słabość” nie jest powodem do wstydu, nie jest do „wyrżnięcia”, „zarżnięcia” albo "wybicia z głowy czy z tyłka". Jest przyjmowana, jest już bezpieczna.
Ten proces trwa. Przez te lata cały czas uczę się, że można ufać. Że można pokazywać siebie w trudzie, bólu i łzach, bez lęku przed poranieniem i jeczcze większym bólem (choć w środku czasem wszystko krzyczy, żeby nawet nie próbować). A teraz – dostałam to również od Was. Od ludzi obcych / nieobcych. Bo choć się nie widzieliśmy, choć dzielą nas kilometry – to bliskość, która się tutaj stworzyła, jest naprawdę prawdziwa i przepiękna. Nawet jeśli tylko z doskoku, bo przecież każdy ma swoje życie.
Dziękuję Wam za to zaufanie, ciepło i zrozumienie. Za to, że razem tworzymy przestrzeń, w której można mówić o cierpieniu. Bo przecież ono tak często bywa odrzucane, marginalizowane. Sama tego doświadczyłam. Wy też o tym piszecie – o niezrozumieniu, o wykluczaniu bólu z rozmowy, o braku przestrzeni na jego mądrość.
Ja mam wobec cierpienia ogromny szacunek. Nauka wyniesiona ze słuchania najgłębszego bólu psychicznego, to były i są największe lekcje w moim życiu.
Lekcje ogromnej wiedzy, pokory i mądrości przyniosły mi właśnie spotkania z własnym rozszczepieniem, dysocjacją, przez lata tłumionym krzykiem. Krzykiem małego dziecka. Proces, który trwa od lat.
Cieszę się, że tworzymy tutaj społeczność, w której to tabu może spaść. Gdzie nie trzeba mówić o „szybkich metodach leczenia”, o natychmiastowym wyjściu z traumy. Gdzie można po prostu przyznać: to cierpienie jest. Czuję je. Jest we mnie. Bez oczekiwania, że jest wstydliwe, że trzeba się go szybko pozbyć, bo z nim "nie do twarzy, nie wypada". Bo z powodu niego zosaje się wykluczonym, wykluczoną. Czasem to, że jestem z bólem i w bólu, samo w sobie ma wartość. Nauczyłam się, że to może być cenna, transformująca lekcja - jeśli sę jej dobrze wysłucha. Jeśli stworzy się przestrzeń i znajdzie czas, żeby wysłuchać do końca.
Chodzi mi przede wszystkim o cierpienie psychiczne – bo z nim można pracować. Można je przeobrażać, modyfikować, integrować. W nim można odnaleźć wiedzę. Pokorę, mądrość, głębię.
O cierpieniu fizycznym – z powodu moich doświadczeń po wypadku – nie mogę tego powiedzieć.
⸻
Tak że wracam. Wracam częściowo dzięki Wam – bo dodaliście mi odwagi. Daliście mi poczuć, że mogę mówić o swoich „słabościach”, pokayzwać się w "słabych" odsłonach i i że nie spotka mnie za to krzywda ani kara. Nie zostałam „poparzona”.
Wracam też dzięki temu, że jestem w tych procesach już ponad 20 lat. Przez te lata wchodziłam i wychodziłam z różnych stanów. Zwykle sama. Zanurzałam się. Nurkowałam w trudnych, często bardzo mrocznych doświadczeniach, czasem myślałam, że nigdy nie wrócę – aż nauczyłam się wynosić stamtąd diamenty.
Cała moja wiedza o traumie nie zaczęła się od książek. Książki przyszły dużo później. Zaczęłam zajmować się tematem traumy w 2002 roku – na sobie, przez ciało, obserwacje swojej psychiki, przez stany graniczne. Analizowałam wszystko, rozkładałam na części pierwsze. Stałam się własną psychoanalityczką, najbardziej wnikliwą terapeutką.
I tym właśnie chcę się z Wami dzielić.
Temat traumy szokowej – medycznej – myślę, że na ten moment wyczerpałam (głównie w podcaście). Pewnie będzie jeszcze wracał. Ale to, co mnie od lat fascynuje najbardziej, to trauma złożona. Jej mnogość. Wielowymiarowość. Warstwowość. To temu poświęciłam ostatnie 20 lat – w tym mój doktorat w 2013 roku, a potem kolejną dekadę rozkminy, słuchania, katalogizowania i dokumentowania tej drogi.
Po ostatnich głębokich zanurzeniach znowu wyniosłam kolejne wartości. Dokładam cegiełkę do dużego projektu, który właśnie powstaje. Grupuję, porządkuję to, czym chcę się dzielić z Wami – elementy pracy z traumą złożoną.
Równolegle ciągnę kilka projektów naraz. I tak – te fazy zanurzenia powtarzają się, będą się powtarzać. Ale dziś już wiem, jak z nich wychodzić. I robię to coraz skuteczniej.
To jest taka „Chirurgia duszy”. Potrafię otworzyć, oczyścić i zamknąć to, co boli. Bo mam lata praktyki. I doświadczenia.
Kiedyś – jak zapytał mnie ostatnio znajomy – takie fazy trwały u mnie miesiącami i nadawały się do interwencji pogotowia psychiatrycznego mimo, że nie miałam odwagi nigdzie zadzwonić. Dziś to czasem kilka dni. Tydzień, może trzy. Albo jedna głęboka sesja pracy z traumą. Szybciej wchodzę w odmęty. Szybciej lokalizuję, nazywam, łączę się z tym, co wyparte. Szybciej buduję relację z tymi emocjami i wspomnieniami, do których nie miałam dostępu. Patrzę im w oczy. Oglądam je w ich nagości. Płaczę. I wypływam na powierzchnię z kolejną częścią siebie.
⸻
Dziękuję Wam za to, co mi daliście w ostatnim czasie, że jesteście oraz za to co dajemy sobie nawzajem.
Bo jak mamy oswajać i integrować cierpienie – nie mówiąc o nim? Jak je zrozumieć, jeśli nie nazwiemy jego oblicz, jego siły i przemożnej, czasem tak powalającej mocy jeśli nie poprzez uczenie się i zgłębienie jego natury?
Coraz bardziej zależy mi na tym, by tworzyć przestrzeń, w której można mówić o traumie. O bólu. Otwarcie. Bez pośpiechu. Gdzie jest cierpliwość. Gdzie można uczyć się, że trudne tematy zasługują na czas.
Nie byłoby mnie dziś, w tym miejscu i w tym stanie, gdybym od lat sama sobie tego nie dawała. Dlatego wiem jaką taka otwartość i cierpliwość mają wartość i dlatego tak mi zależy na stworzeniu takich przestrzeni. Dla nas. Dla Was. Bo od bólu można się bardzo wiele nauczyć.
Do usłyszenia,
Agata