- CZAS ZANURZENIA W SMUTKU I ŁZACH -
Środek lata, a ja jestem z sobą, towarzyszę sobie w zalewie strasznych obrazów i uczuć. Nie tych związanych z wypadkiem, ale tych uważam jeszcze gorszych, bo zamierzonych - tych z fatalnego, przerażającego dzieciństwa.
(Mojego wypadku nikt nie spowodował, bólu nikt nie chciał umyślnie).
W moim dzieciństwie było na odwrót - tam ból był zamierzony. Ścinanie się wszystkich tkanek, zesztywniały z przerażenia wzrok, ręce, gardło i serce (zamarłe i równocześnie do obłędu rozszalałe). Tego chciano.
Wrócę jak się wynurzę. Z nową siłą, po kolejnym zejściu w odmęty. Które to już zejście?
Wynurzę się znowu - z kolejną wiedzą, wglądem, pogłębionym sercem i zrozumieniem. Przez moment jeszcze z opuchniętymi oczyma i ręcznikiem mokrym od łez.
I - jak zwykle - wrócę. I stanę na nogi.