- TRAUMA & FRANCIS BACON - 

 

- TRAUMA & FRANCIS BACON - 

Kiedy byłam jeszcze bardzo młodą kobietą pamiętam, że jechałam pociągiem. Czułam, że coś mnie rozsadza, że coś chce krzyczeć przez moje gardło, że coś chce mnie rozerwać, wyrwać się, szamoce się. Kompletnie nie wiedziałam jak się dobrać do tych energii, nie wiedziałam skąd przychodzą, jaką mają „strukturę”, jaką mają „materię” czy niosą ze sobą jakieś treści; jeśli tak, - jakie? 

Wtedy przypomniałam sobie obraz Francis Bacona, Portret papieża Innocentego X wg Velázqueza | 1953, Des Moines Art Center, Iowa.

Pomyślałam, że to chyba najbardziej znany mi obraz, który na tamten moment najlepiej oddawał i przybliżał mój stan.

Sama postanowiłam zmierzyć się z tą materią. Wiedziałam, że albo ją poznam, przeniknę i zacznę zaprzęgać ją do swoich potrzeb i do własnych usług albo mnie zniszczy. Tutaj nie chodziło o ambicje. Tutaj chodziło o bezkompromisową walkę o przeżycie.

Nie miałam wyboru, więc wiedziałam (bo poddanie się nie było opcją i jeśli co to absolutną ostatecznością), że ze wszystkich sił podejmę się zadania poznania natury tych gigantycznych emocji i energii (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to trauma). Że nie spocznę dopóki nie przeniknę ich sensu, nie poznam ich zamiarów oraz motywacji. Nie wiedziałam tylko, że to będzie droga i nauka na ponad 20 lat. I chyba dobrze, że nie zdawałam sobie wtedy sprawy z tego, jak brutalna, wyboista to będzie droga, ale przy okazji jak wzbogacająca i fascynująca. Tylko dlatego z niej nie zstąpiłam.

Wtedy o traumie nie mówił prawie jeszcze nikt. 

Dzielę się tym obrazem – może komuś też pomoże. 

Obrazy czasem przynoszą odpowiedzi szybciej niż słowa.